top of page

Fauna i flora prawego ramienia transeptu
Część 1: Ambisonie

Filip Szałasek

Wyobraź sobie, że jesteś zwierzęciem przystosowanym do życia w kościele. Gniazdujesz w prawym ramieniu transeptu. Zamiast przedmiotów obarczonych kulturowych znaczeniem otaczają cię zewnętrznie ograniczone kubatury pustej przestrzeni. Nie rozróżniasz doświadczania materii od obcowania z pamięcią. Twoje zaangażowanie zmysłowe jest współodczuwające. Wszystko jest wszędzie naraz i formuje nie tyle sieć (network), co siatkę (meshwork).

 

Zamiast postrzegać zmysłowość jako płaszczyznę formowaną przez pojedyncze zewnętrzne bodźce, które później są przepracowywane wewnątrz ciała, posługujesz się „polem sensorycznym”. Nie faworyzujesz żadnego ze zmysłów, bo ich nie odróżniasz. Jesteś tkanką węzłów, ciasnym splątaniem, którego składowe pasma – powiązane z innymi pasmami, w innych wiązkach – tworzą siatkę. Odpoczywasz, zakorzeniając się w akustycznym tle, w dźwiękowym hummusie.

 

Trudno powiedzieć, czy aby przebyć amfilady snu, potrzeba więcej, czy mniej rozsądku niż zabieramy ze sobą do łóżka. Dowiadujesz się, jak to jest być kompozytorem albo kompozytorką z innych czasów i pod postacią hologramu – jeszcze za życia albo już po śmierci – ulec wyprojektowaniu na kwartet instrumentów historycznych oraz w przestrzeń. Dowiadujesz się, jak to jest być wrocławskimi polami irygacyjnymi – sterem, białym żołnierzem, ostoją lęgową podróżniczka, łęczaka, krwawodzioba, samotnika, kszyka, bekasika i dubelta.

Od drugiej połowy XIX wieku użytkowano cię jako naturalnej oczyszczalni ścieków, teraz jesteś częścią festiwalu: masz swoje prawa i cię oklaskują.

 

Dźwięk zjawia się w transepcie skądinąd, jakby to transept został przeniesiony. Słychać nie tylko dookoła, ale też znad i spod; zamiast skupiać się na ścieżkach

i odpowiadających im głośnikach, nurzasz się w charakterystyce pola akustycznego, w ambisonii. Skupiasz się w ciszy, gromadząc to, co rozproszone i rozpierzchłe. Osiadasz, cyrklując wewnątrz najmniejszego pola – to jakby taniec siły wokół środka, w którym zdrętwiała trwa ogromna wola.

W ciszy tak stężonej, angespannte, nic nie napotyka na opór i wszystko sobą wypełnia.

Bóg był ciałem, które wysyłało ludzi, ale pewnie też zwierzęta i rośliny, może nawet kamienie, krople deszczu, światło, żeby poznać to wszystko, co stanowiło życie. Na koniec swojego bytowania wszyscy wracali do ciała. Pozwalali Bogu korzystać ze swoich doświadczeń, sami zaś korzystali z doświadczeń innych. Tak że każdy się dowiadywał, jak to jest być uprawiającym rzepak szwajcarskim chłopcem czy mechanikiem samochodowym w Karaczi. (...) Jak to jest być rozgwiazdą, bocianem, żabą, gazelą w deszczu, pszczołą na wiosnę czy ptakiem. Kobietą w chwili rozkoszy, mężczyzną. Kimś odnoszącym sukcesy czy nieudacznikiem. Grubym czy szczupłym, silnym czy delikatnym. Jak to jest być mordercą. Czy zamordowanym. Głazem. Dżdżownicą. Strumieniem. Wiatrem.

Wykorzystane teksty

Thomas Glavinic, Za sprawą nocy, przeł. A. i J. St. Burasowie, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2008.

Tom Ingold, Splatać otwarty świat, wybór i opracowanie E. Klekot, Instytut Architektury, Kraków 2018.

Rainer Maria Rilke, Pantera w przekładzie Leopolda Lewina z 1907 roku.

Winfred Georg Sebald, Pierścienie Saturna: angielska pielgrzymka, przeł. M. Łukasiewicz, WAB, Warszawa 2009.

​​​​​​jak brzmiałyby Anioły Mariackie, gdybyśmy mogli je usłyszeć?  
if we could hear St. Mary's Angels, what would they sound like?
bottom of page